Ciekawostki tłumaczeniowe

Jednym z najciekawszych projektów jaki miałam okazję realizować było tłumaczenie na angielski tekstów raperów i artystów offowych. Między innymi Wikinga grupy Audiofanatix. Nieskromnie przyznam, że im się spodobało. Stwierdzili nawet, że tekst angielski jest lepszy od polskiego oryginału. Zresztą, sami oceńcie – a ja tylko szepnę, że świetnie się bawiłam przy tej pracy! Oto link do wideo a poniżej tłumaczenie. Dłuugie.

Dla równowagi, jedno z moich najgorszych wspomnień tłumaczeniowych. Dawno, dawno temu, kiedy o tłumaczeniach automatycznych nawet ptaszki nie ćwierkały, a dane w Internecie czasem były, a czasem nie, tłumaczyłam na spółkę z koleżanką…. rocznik statystyczny. Z tekstu książkowego. A kiedy zagroziło nam tłumaczenie kolejnej edycji, cóż było robić, zmieniłam pracę. Choć zachęcali, żebym została, bo przecież połowa roboty już zrobiona, wystarczy tyko nowe cyferki wpisać. ..

Dawno temu na prośbę Muzeum Literatury odważyłam się tłumaczyć Baczyńskiego. Wciąż mam mieszane uczucia co do tego tekstu, ale wspominam go z sentymentem, bo zlecenie było (łagodnie mówiąc) ambitne. Młoda byłam, to nie wiedziałam, na co się porywam. 1998 rok.

Wiele, wiele lat temu wezwano mnie na komisariat na Gocławiu. Zmęczona po całym dniu pracy zasiadłam za biurkiem i usłyszałam takie dictum: – Mamy klientkę, która rozwiodła się z mężem. Pan pochodzi z jednego z krajów azjatyckich i regularnie grozi jej przez telefon, pragnąć odebrać dziecko. Chcielibyśmy, żeby pani przetłumaczyła te nagrania. Króciótkie, mniej niż pięć minut ale konieczne do sprawy. Bardzo ważne. Mamy je na kasecie z sekretarki automatycznej, ale odtworzymy je na naszym magnetofonie…

I tu chwila wyjaśnienia. W owych czasach jakość połączeń międzynarodowych była łagodnie mówiąc, kiepska, a połączeń z Azją potrójnie kiepska. Pan ewidentnie dzwonił z jakiegoś baru albo z budki ulicznej, w tle słychać było co dusza zapragnie – muzykę, jakąś kłótnię (a może tylko zwykłą rozmowę, licho wie), płacz dzieci, psy i ruch uliczny. Angielszczyzna była raczej dowolna, okrzyki często w języku ojczystym. Ale nie koniec na tym. Fani dawnych technologii wiedzą, co to kaseta magnetofonowa, ale nie zawsze potrafią sobie wyobrazić co potrafi zrobić kaseta odtwarzana na innym sprzęcie. Tej wyraźnie nie podobał się nacisk szpul i taśma co chwilę wciągała się do urządzenia, rwała, zmieniała tembr głosu.

Po pół godzinie odsłuchiwania miałam uszy trzy razy większe niż zwykle a w mózgu kompletną sieczkę. Po godzinie ustaliliśmy wersję mniej więcej zgodną z rzeczywistością. Nie wiem, kto wygrał tę sprawę, ale mi do tej pory czasem śni się ta cholerna kaseta.